poniedziałek, 14 października 2013

2. Rok 2010...


To było 29 Listopada 2010 roku. Oglądałam wtedy mecz FC Barcelona - Real Madryt. Gdy Barca strzeliła pierwszego gola w tym meczu bardzo się ucieszyłam, czułam w sercu że Barca wtedy wygra.

Gdy drugiego gola strzelił Pedro moje serce zaczęło bić co raz szybciej i szybciej. Gdy zobaczyłam minę Mourinho, zrobiło mi się go żal. Było to przepiękne podanie Davida i niezwykłe wykończenie Pedro.

David Villa próbował podwyższyć wynik na 3:0 jednak skończyło się na spalonym.

Trzeciego, czwartego gola strzelił David a piątego Jeffren wtedy myślałam, że śnię jednak nie. Mój brat Madridista rozpłakał się jednak ja cieszyłam się jak nigdy.

Po meczu brat chciał mnie zabić dlaczego ? Bo Real przegrał, ale dlaczego mnie chciał zabić przecież ja jestem kibicem Barcy, a Real miał tylko zły dzień niestety :D

Gdy szłam do pokoju rodzice powiedzieli mi, że możemy pojechać do Hiszpanii, Barcelony na następny dzień. Nie uwierzyłam im. Rano gdy się obudziłam leżały obok mnie bilety lotu do Barcelony i wejściówki na stadion Camp Nou.
Szybko złapałam za walizkę, która leżała w szafie i zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy: szalik Barcy, gwizdek i koszulka z sezonu 2009/10. Gdy zeszłam na dół aby zjeść śniadanie rodzice powiedzieli że mam 10 minut na zjedzenie kanapek i 5 minut na ubranie się.

Kiedy przyjechaliśmy na lotnisko do Rzeszowa nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Lot trwał jakieś 2 godziny. Autobusem przyjechaliśmy do hotelu. Gdy się wypakowaliśmy od razu poszliśmy na Camp Nou. Było to moje największe spełnienie marzeń. Tato powiedział mi, że gdy rano się przebudzę obok mnie będzie stał Dani Alves. Zaśmiałam się. Gdy rano się obudziłam nikogo nie było w pokoju, jednak na stole leżała kartka z napisem "Zejdź na dół do restauracji. Ktoś na Ciebie tam czeka"
Ubrałam się i szybko zeszłam do restauracji, wtedy zamarłam przy stoliku z moim tatą siedział... Dani Alves. Zamarłam. Podchodziłam do tego stolika bardzo powolnymi krokami w pewnych momentach myślałam, że się przewrócę. Gdy doszłam do stolika Daniel powitał mnie i spytał czy chcę spotkać się z resztą drużyny. Powiedziałam, że tak. Zabrał mnie do Ciutat Esportiva, gdzie ćwiczyła reszta. Poznałam wszystkich, na szczęście znałam Hiszpański. Miałam okazję poćwiczyć z Barcą, powiedzieli że nieźle sobie radzę w piłkę. Victor V. poprosił mnie abym postrzelała karne, Messi pomagał mi :) Jednak gdy zrobiło się już ciemno musiałam powrócić do hotelu. Był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Następnego dnia brat powiedział mi, że o 17:00 wylatujemy do Madrytu. Spakowałam się i zjadłam śniadanie gdy wybiła 17:00 byłam już w samolocie. Mój brat miał tą samą przygodę co ja jednak Di Maria nie zabrał go do reszty drużyny, do tej pory nie wiem dlaczego. Jednak wiem że Barca to niezwykły klub. Następnego dnia powróciliśmy do Polski.
 

***
No i mamy za sobą pierwszą część, jeżeli są jakieś błędy to bardzo przepraszam. Bloga piszę po raz pierwszy.

4 komentarze:

  1. Za szybko akcja się rozgrywa i trochę więcej szczegółów powinno być :) Ale, jak piszesz pierwszy raz to, aż tak źle nie jest :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę, gdy będę pisać następny spojrzę na takie komentarze :)

      Usuń
  2. Nie zrozumiałam tego momentu : Po meczu brat chciał mnie zabić dlaczego ? Bo Real przegrał, ale dlaczego mnie chciał zabić przecież ja jestem kibicem Barcy, a Real miał tylko zły dzień niestety :D

    A i ja też uważam że akcja za szybko się rozgrywa, dziś w Barcelonie , jutro w Madrycie a po jutrze w Polsce
    Ale tak to fajny <3
    PS: Nie chciałam cię urazić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę :) Próbuję jakoś to ogarnąć :D

      Usuń