sobota, 22 marca 2014

4. Wizyta na Emirates Stadium.

Codziennie rano budzę się, gdy słońce razi mnie w oczy , codziennie było tak samo. Ale dzisiaj było inaczej...
Ciemne chmury zachodziły za gorące słońce, a ja wstałam ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni, aby zjeść śniadanie tak jak codziennie. Przy lodówce stał mój wujek Wojciech Szczęsny smażył właśnie dla mnie jajecznicę. Byłam zdziwiona, bo nigdy wcześniej go nie widziałam tylko wtedy gdy byłam małą dziewczynką. Z niedowierzaniem zapytałam:
- Cześć wujku, co ty tu robisz?
- Twoja mama mnie zaprosiła, abym Cię lepiej poznał, zaprosił na najbliższy mecz Arsenalu...
- Czekaj! Czy ty powiedziałeś mecz Arsenalu?! To świetnie!
- Ale to nie wszystko, ten mecz będzie niezwykły. Wiem, że kibicujesz Barcelonie i to dla Ciebie zorganizowałem ten mecz, Arsenal zmierzy się z wielką Barceloną...
- Nie mogę uwierzyć w to co mówisz! Kiedy odbędzie się ten mecz?
- Dzisiaj wieczorem zabiorę Cię tam, ale to nie wszystko. Będziesz mogła wejść do szatni Arsenalu oraz Barcy. 

- O mój Boże!
- Daj mi dojść do słowa.
- Dobrze, nie mogę się uspokoić!
- Więc tak, mówię po kolei co zrobimy.
1. Zjesz tą przepyszną jajecznicę.

2. Ubierzesz się i pojedziemy do Sport Direct'a.
3. Kupimy strój Barcy dla Ciebie i różne potrzebne rzeczy na mecz.
- Wujek wiesz, że u nas cienko z pieniędzmi...
- Nie bój się, ja stawiam :) Więc tak dokończę.
4. Przebierzesz się.
5. Pojedziemy do Londynu, z Bostonu to tylko 2 godziny samochodem.
6. Na tyle koniec resztę Ci powiem jak będziemy jechać autem.
- Bardzo się cieszę wujek, ale mama o wszystkim wie?

- Tak powiedziałem jej o tym, gdy wychodziła do pracy.
- Dobrze to ja pójdę na górę się przebrać i pojedziemy do sklepu.
- Masz 15 minut!
Wchodziłam po schodach bardzo szybko jak nigdy, nie mogłam uwierzyć, że kiedyś będę miała taki dzień w życiu. Przebrałam się i zeszłam na dół. Wojtek czekał na mnie w samochodzie, zostawił mi kartkę żebym zjadła jajecznicę, więc wzięłam widelec i zaczęłam jeść. Może i wujek jest dobry w bronieniu bramki Arsenalu i Reprezentacji Polski, ale te jajka były nie do zjedzenia, nie mogłam narzekać. Wzięłam kurtkę i sprintem pobiegłam do samochodu. Z tyłu na siedzeniach leżała koszulka Messiego i inne ekwipunki na mecz, byłam zdziwiona, bo mieliśmy pojechać do sklepu te rzeczy kupić, ze zdziwieniem spytałam się:
- Przecież mieliśmy te rzeczy dopiero kupić.
- No tak, ale mała zmiana planów mamy być w Holloway szybciej.
- No dobra mnie to nie przeszkadza, byleby dotrzeć na mecz!
- Więc w drogę.
Po dwóch godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Pierwszy raz zobaczyłam z bliska Emirates Stadium.
- No dobra możesz pójść do naszej szatni Wilshere będzie tam na Ciebie czekał.
- Ty nie idziesz?
- Jeszcze muszę załatwić jedną rzecz i zaraz do Ciebie dołączam.
- No to do zobaczenia!
Pobiegłam w stronę szatni, było tak jak mówił Wojtek czekał przed wejściem Wilshere. Wpuścił mnie do środka, a tam zobaczyłam Fabiańskiego i Ozila. Reszta drużyny ćwiczyła na boisku. Fabiański powiedział mi, że będę mogła posiedzieć w czasie meczu na ławce trenerskiej, obok samego
Arsène Wenger'a. Poszłam więc popatrzeć jak rozgrzewają się przed meczem. Na boisku czekał już Wojtek.
- Usiądź tutaj, obok Podolskiego.
- Dobrze.

[Ciąg dalszy nastąpi]

***
Witam po bardzo długiej przerwie, postaram się to nadrobić :) Myślę, że się podobało ;) Czekajcie na ciąg dalszy, wkrótce się pojawi.



wtorek, 22 października 2013

3. Wszystko co dobre się kończy...





18 Października 2013...

Była wtedy gdzieś piętnasta godzina, wracałam ze szkoły kiedy obok mnie bardzo powoli jechała czarna furgonetka. Kiedy ją zauważyłam, zatrzymała się. Drzwi się otworzyły i nagle coś mnie do niej wciągnęło. Popatrzyłam się na mężczyznę, który siedział obok mnie, myślałam że śnię, był to... Cristian Tello.
Przecierałam oczy z niedowierzaniem, kiedy przestałam przecierać oczy Cristian powiedział żebym popatrzyła się do przodu. Popatrzyłam się i zobaczyłam dwóch mężczyzn - Leo Messiego i Jack Wilshere. Zdziwiłam się bardzo. Jack i Leo uśmiechnęli się do mnie, Tello powiedział, że zbierają fanów Barcy, aby pokazać im, że robią to co kochają... Piłka Nożna. Spytałam gdzie jedziemy, on odpowiedział, że do świątyni piłki nożnej...
Camp Nou !
Bardzo się ucieszyłam, gdyż byłam tam już w roku 2010. Spytałam też po co z nami jechał Wilshere. Tello powiedział, że spotkali go po drodze gdy jechali po mnie, a tak po za tym chciałaby się spotkać ze swoim dawnym przyjacielem Fabregasem, dawno się z nim nie widział i chciałby się z nim spotkać.

Dwie godziny później...
Kiedy dojechaliśmy na miejsce poszliśmy do szatni aby się przebrać w strój Barcy, Tello dał mi koszulkę Daniego
Alvesa. Kiedy się przebrałam weszłam na stadion gdzie czekała na mnie... na nas fanów Barcy cała drużyna FC Barcelona. Zaczęliśmy się rozgrzewać, powiedziano nam, że zagramy mecz Fani Barcy z Tello i Messim przeciwko całej Barcelonie.

Mecz skończył się wygraną dla fanów Barcy wynik to 5:0, bramki strzelali: Leo Messi x3, Cristian Tello x1 i ja ledwo pokonałam Valdesa :D
Leo powiedział, że dobrze kiwam i muszę się przebrać bo ma dla mnie niespodziankę. Kiedy się przebrałam podeszłam do niego, a on powiedział żebym szła za nim. Poszliśmy do restauracji gdzie siedział przy stoliku Dani Alves. Siadłam do stolika, a Dani wręczył mi 10 biletów na 10 następnych meczów Barcy. Podziękowałam. Cristian siedział w aucie którym musieliśmy już wracać, no niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy...

***
No i mamy 3 część bloga :) Myślę, że się podobało ;)




poniedziałek, 14 października 2013

2. Rok 2010...


To było 29 Listopada 2010 roku. Oglądałam wtedy mecz FC Barcelona - Real Madryt. Gdy Barca strzeliła pierwszego gola w tym meczu bardzo się ucieszyłam, czułam w sercu że Barca wtedy wygra.

Gdy drugiego gola strzelił Pedro moje serce zaczęło bić co raz szybciej i szybciej. Gdy zobaczyłam minę Mourinho, zrobiło mi się go żal. Było to przepiękne podanie Davida i niezwykłe wykończenie Pedro.

David Villa próbował podwyższyć wynik na 3:0 jednak skończyło się na spalonym.

Trzeciego, czwartego gola strzelił David a piątego Jeffren wtedy myślałam, że śnię jednak nie. Mój brat Madridista rozpłakał się jednak ja cieszyłam się jak nigdy.

Po meczu brat chciał mnie zabić dlaczego ? Bo Real przegrał, ale dlaczego mnie chciał zabić przecież ja jestem kibicem Barcy, a Real miał tylko zły dzień niestety :D

Gdy szłam do pokoju rodzice powiedzieli mi, że możemy pojechać do Hiszpanii, Barcelony na następny dzień. Nie uwierzyłam im. Rano gdy się obudziłam leżały obok mnie bilety lotu do Barcelony i wejściówki na stadion Camp Nou.
Szybko złapałam za walizkę, która leżała w szafie i zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy: szalik Barcy, gwizdek i koszulka z sezonu 2009/10. Gdy zeszłam na dół aby zjeść śniadanie rodzice powiedzieli że mam 10 minut na zjedzenie kanapek i 5 minut na ubranie się.

Kiedy przyjechaliśmy na lotnisko do Rzeszowa nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Lot trwał jakieś 2 godziny. Autobusem przyjechaliśmy do hotelu. Gdy się wypakowaliśmy od razu poszliśmy na Camp Nou. Było to moje największe spełnienie marzeń. Tato powiedział mi, że gdy rano się przebudzę obok mnie będzie stał Dani Alves. Zaśmiałam się. Gdy rano się obudziłam nikogo nie było w pokoju, jednak na stole leżała kartka z napisem "Zejdź na dół do restauracji. Ktoś na Ciebie tam czeka"
Ubrałam się i szybko zeszłam do restauracji, wtedy zamarłam przy stoliku z moim tatą siedział... Dani Alves. Zamarłam. Podchodziłam do tego stolika bardzo powolnymi krokami w pewnych momentach myślałam, że się przewrócę. Gdy doszłam do stolika Daniel powitał mnie i spytał czy chcę spotkać się z resztą drużyny. Powiedziałam, że tak. Zabrał mnie do Ciutat Esportiva, gdzie ćwiczyła reszta. Poznałam wszystkich, na szczęście znałam Hiszpański. Miałam okazję poćwiczyć z Barcą, powiedzieli że nieźle sobie radzę w piłkę. Victor V. poprosił mnie abym postrzelała karne, Messi pomagał mi :) Jednak gdy zrobiło się już ciemno musiałam powrócić do hotelu. Był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Następnego dnia brat powiedział mi, że o 17:00 wylatujemy do Madrytu. Spakowałam się i zjadłam śniadanie gdy wybiła 17:00 byłam już w samolocie. Mój brat miał tą samą przygodę co ja jednak Di Maria nie zabrał go do reszty drużyny, do tej pory nie wiem dlaczego. Jednak wiem że Barca to niezwykły klub. Następnego dnia powróciliśmy do Polski.
 

***
No i mamy za sobą pierwszą część, jeżeli są jakieś błędy to bardzo przepraszam. Bloga piszę po raz pierwszy.

1. Rzeczywistość czy fikcja ?

Był wtedy wieczór, szłam pod prysznic weszłam do wanny i umyłam się gorącą wodą, nie odczuwałam tego, aż tak bardzo. Kiedy się wysuszyłam i wyszłam z łazienki zemdlałam. Powodem była ciepła woda. Wtedy ukazał mi się Dani Alves. Pomyślałam "Czy ja jestem w niebie ?" Po jakiś 10 sekundach obudziłam się, a jego już nie było. Poszłam do kuchni, żeby zjeść czekoladę podobno poprawia krążenie krwi. Wyjrzałam za okno, wtedy po raz kolejny ujrzałam Daniela. Nie wiem co się ze mną działo. Poszłam do łóżka spać, jednak nie mogłam zaspać...


Następnego dnia rano wstałam z łóżka, ubrałam się, umyłam zęby, gdy schodziłam po schodach na dół potknęłam się i wpadłam na ścianę. Na szczęście nic mi się nie stało, na drugi dzień tylko miałam siniaka, ale powróćmy do tamtego momentu. Gdy wstałam spojrzałam na ścianę i zauważyłam, że zrobiłam dziurę w ścianie z której wystawało zdjęcie Alvesa na którym było napisane "
Esta é a minha casa" w przetłumaczeniu na polski to "To mój dom". Przeraziłam się i w końcu zaczęłam się domyślać o co chodziło z tym pojawianiem się Daniego dwa razy przy łazience i przy oknie.
Wieczorem spróbowałam zemdleć i udało mi się. Wtedy po raz kolejny on mi się ukazał.
Powiedział do mnie, że był to kiedyś jego dom, gdy był małym chłopcem.
Opowiedział mi, że kiedy był mały był aktorem. W podłodze były ukryte rekwizyty do filmu w którym grał. Kiedy chciałam się go zapytać dlaczego wybrał piłkę nożną, a nie aktorstwo on rozmył się jak mgła. Zupełnie nie wiem jak to się stało.
Poszłam spać wtedy zaspałam bez problemu.

Po tym przeżyciu już nigdy go nie spotkałam w moim domu.


***
No i mamy za sobą drugi post bloga :)